wtorek, 1 grudnia 2015

26. Szpital


Podkład: Same Old Love


          Draco wrócił do mieszkania po długim dniu. Po raz kolejny był na przesłuchaniu w ministerstwie. Mimo, że Hermiona zaginęła miesiąc temu, on nadal nie mógł uwierzyć w ten fakt.
          To był ciężki dzień, w pierwszej kolejności poluzował krawat, rozpiął pierwsze guziki koszuli i rzucił się na kanapę. Tak było dobrze, może w końcu uda mu się trochę przespać. Dzisiejszej nocy nie zmrużył oka. Jego dawny przyjaciel Blaise Zabini wyciągnął go na kilka drinków do baru. Oczywiście skończyło się na opijaniu Ognistą Whisky każdej ładnej dziewczyny, z którą się przespali, albo tylko poderwali. Blaise miał ich zdecydowanie więcej niż blondyn. To była dla niech długa noc, ale obu ich rano ocalił eliksir "na kaca".
          Jego przyjaciel był równie zdolny, jeśli chodziło o takie rzeczy, jak Draco. Blaise już od tygodnia odbywał praktyki w szpitalu Świętego Munga na wydziale Urazów Pozaklęciowych. To było jego powołanie, na urokach i klątwach znał się dobrze, uznał więc, że chce spróbować spełnić się jako uzdrowiciel. Odbywał praktyki ogólne na wydziale Urazów Pozaklęciowych, ale bez określonego pododdziału. Ponieważ w tym szpitalu każdy oddział posiadał jeszcze pododdziały. W tym przypadku był to  pododdział Janusa Thickeya (nazwanego tak na cześć uzdrowiciela o tym imieniu), oraz pododdział Waldemara Stakha, do tego pododdział Freddy'ego Jelkolma i kilka innych. Na razie były to dwu letnie praktyki na tym oddziale, jeśli dobrze zdałby później egzaminy, będzie mógł odbyć trzyletnią praktykę (jako młodszy uzdrowiciel stażysta) na młodszego uzdrowiciela, oraz wtedy określić się czy zostaje na tym oddziale uzdrowicielem ogólnym, czy może wybierze jakąś specjalizację dodatkową co spowoduje przydzielenie go do określonego pododdziału.  Lub może wybrać pięcioletnią praktykę (w tym półtorarocznym przygotowaniem dodatkowym - ogólnym) na uzdrowiciela (jako uzdrowiciel stażysta), również z określeniem się jeśli chodzi o specjalizację. Było to wyzwanie jego życia. Razem czekało go siedem lat ciężkiej pracy, by stać się pełnoprawnym uzdrowicielem, ale chłopak stwierdził, że sobie poradzi, bo to jest to, czego tak naprawdę chce.
          Draco podziwiał za to przyjaciela. Sam miał pewne zdolności, które pomogłyby mu w tym zawodzie. Nawet taka praca by się mu spodobała. Ale zniechęcała go trochę ta długa droga przejściowa. Pięć lat, ewentualnie siedem, do bardzo dużo czasu. Nie wiedział czy było warto. Chociaż po wczorajszym spotkaniu z przyjacielem jego ambicje trochę się poszerzyły. Obiecał przyjacielowi, że się nad tym zastanowi.
          Podobno szukają jakiegoś zdolnego młodego człowieka na wydział Zatruć eliksiralnych i roślinnych. To byłoby coś dla niego. Od dawna fascynowały go różne zastosowania przykładowych i przypadkowych składników w eliksirach, uwarzonych według starożytnych receptur jak i tych domowych wymyślonych przez gospodynie domowe.
  -  No sam nie wiem  -  burknął do siebie.
          Leżał na kanapie, aż zdał sobie sprawę z tego, że nie ma nic do roboty już dzisiaj. Może to i dobrze. Jednak czuł narastającą pustkę w sercu. Nie może siedzieć tak bezczynnie, a mowa tu była o siedzenia w samotności bez mililitra alkoholu we krwi.
  -  Pijak się ze mnie zrobił.
          Jednak to go nie zniechęciło. Szybko wstał i wziął to co mu było teraz niezbędne. Piękną kryształową szklankę, którą dostał w spadku oraz butelkę brandy.
          Czas leciał, a Draco popijając alkoholem przeglądał gazetę Proroka Codziennego, którą sowa przyniosła mu tego ranka.
  -  Znowu te debilne teksty.
          Prasa jeszcze nie do końca wyleczyła się z pisania artykułów o Hermionie. Teraz nie były to już nagłówki na pierwszych stronach, ale co jakiś czas w środku znajdowały się wzmianki o nieudolności śledczych w tej sprawie, oraz o tragedii jaką z każdym dniem musieli przeżywać rodzice dziewczyny.
          Wyrzucił ją na bok, nie mógł patrzeć dłużej na te brednie. Wziął więc sobie za lekturę książkę o roślinach:  ,,Wnykopieńki i Fruwokwiaty - szkockie odmiany". Miały niesamowite właściwości lecznicze. Posiekana Wnykopieńka powstrzymywała między innymi rozprzestrzenianie się zakażenia ran otwartych.
          Draco sam dziwił się, że takie rzeczy naprawdę go interesują. A przez to co powiedział mu Zabini może poczuł też powołanie na uzdrowiciela. Prześpi się z tym faktem,  a następnego dnia napisze do kolegi z odpowiedzią.
          Nawet nie zauważył jak czas szybko zleciał, zrobił się naprawdę senny więc przeniósł się z kanapy na łóżko do sypialni. Znowu pojawiło się w nim dziwne uczucie. Znów przypomniał sobie o Hermionie. Nie byłaby zadowolona z tego, że drugi dzień z rzędu idzie spać napity.
  -  Od jutra z tym skończę.
          Udało mu się zasnąć.
          Następnego dnia wiedział już co chce zrobić. Dla Hermiony, ale też dla siebie zostanie uzdrowicielem. Napisał więc do przyjaciela. Na odpowiedź nie musiał długo czekać.

Draco
To wspaniale, że chcesz podjąć tu praktyki. W odpowiedzi na Twoje pytanie - tak, nadal szukają chętnego. Jednak musisz się pospieszyć. Najlepiej będzie jeśli przyjdziesz od razu.
 Blaise

          Jak radzi przyjaciel, to tak zrobi. Wziął szybko prysznic i ubrał się w elegancki strój. Skoro to rozmowa kwalifikacyjna  -  w pewnym sensie  -  to musi wyglądać dobrze.
          Bez problemu trafił pod dom handlowy Purge & Dowse Ltd. Tam czekał na niego przyjaciel Zabini. Gdy tylko zobaczył blondyna pomachał do niego i uśmiechnął się szczerze.
  -  Ej! Draco! - wyglądał na bardzo podekscytowanego. - Ej! Arystokrato!  - Nie mógł się powstrzymać. Kiedyś jak jeszcze bawili się razem przed rozpoczęciem nauki w Hogwarcie, Blaise zawsze wołał do kolegi ,,arystokrato". Oboje pochodzili z dobrych domów więc nie było to aż tak dziwne. Jednak z czasem im przeszło. Teraz jednak chłopak chciał zwrócić tym na siebie uwagę. Udało mu się.
          Blondyn nie mógł nie zauważyć jego radości. Blaise sam przychodził już tu cały tydzień, ale za każdym razem przeżywał to w ten sam sposób. Był jednak tutaj trochę samotny. Nikt z jego znajomych nie uczęszczał na praktyki w tym szpitalu. Wiele osób wyjechało, niestety on został. Teraz jednak jego humor był doskonały, Draco - jego najlepszy przyjaciel - od dzisiaj będzie tutaj razem z nim. Może nie na tym samym oddziale, ale w szpitalu. Będą się widywać, a może nawet pracować.
  -  Może jeszcze wywiesi transparent  -  burknął pod nosem chłopak.
          Blondyn był również podekscytowany tym wszystkim. Mimo, że na pierwsze wrażenie nie było po nim poznać. Za tymi murami czekało go nowe życie, ale to nie znaczy, że zapomni o starym. Nie mógłby zapomnieć o niej, Hermionie. Nigdy.
  -  Ale się odstrzeliłeś, no mucha nie siada stary  -  powiedział do blondyna przyjaciel. On tylko skarcił go wzrokiem. Trochę przesadzał, przecież Draco ubrał się normalnie jak na te okoliczności. Odrobina elegancji i stylu nie zaszkodzi mu z pewnością.
  -  Stary, dobrze, że jesteś  -  zwrócił się do Zabiniego.  -  Dawno tu nie byłem, chyba bym nie umiał wejść do środka.  -  Szczerze się uśmiechnął. Był to jeden z tych uśmiechów, który przypominał radość małego dziecka na widok miniaturki latającej miotły.
  -  Spoko Draco, bez obaw  -  odpowiedział przyjaciel i również się uśmiechnął.
          Malfoy spojrzał na mury budynku, na drzwiach była tylko mała karteczka:

Zamknięte z powodu remontu

          To wszystko były tylko pozory, szpital czarodziei nie mógłby stać przecież w środku Londynu bez kamuflażu. To wszystko musiało stwarzać pozory, budynek dla mugoli był zamknięty. Tak było od zawsze. Jedynie czarodzieje mogli wejść do środka. Był na to bardzo prosty sposób.
  -  Cieszę, że się zdecydowałeś  -  powiedział szczerze Blaise.
  -  Ja też  -  odpowiedział Draco.  -  To był dobra decyzja,  -  Był o tym przekonany. Myślał o tym długo i według samego siebie podjął dobrą decyzje. miał tylko nadzieję, że się nie zawiedzie.
          Jeśli władze szpitala nie przyjmą go na praktyki to nie wiedział co ze sobą zrobi. Pewnie by wrócił do domu i otworzył kolejną butelkę jakiegoś Whisky albo Burbona. To nie byłoby dobre dla jego zdrowia. Ostatnio za dużo pił i to w nadmiarze, przekraczał swoje granice, co wcześniej się nie zdarzało. Oczywiście zawsze lubił się upić, ale do jakiejś granicy, albo raz na jakiś czas. Zawsze lubił imprezować, ale swoje zasady miał. Tak przecież zyskał na nowo kontakt z Hermioną od czasu szkoły. Wszystko przez tą jedną noc imprezy w klubie.
  -  Myślisz, że mnie przyjmą?  -  zapytał przyjaciela.
  -  Myślę, że bez problemu. Znają cię dobrze  -  odpowiedział chłopak.  -  Znaczy twoją rodzinę, która jest można powiedzieć rodziną szlachecką więc jak mogliby nie przyjąć szanownego pana arystokratę  -  powiedział ze śmiechem na ustach.
  -  Spadaj Blaise  -  odpowiedział Draco. Ale sam to przyznał, że to było zabawne.
          Przyjaciel zawsze wiedział jak go wesprzeć na duchu.
  -  To co? Idziemy?
          Blondyn tylko kiwnął głową. Jednak do szpitala musieli wejść po kolei, nie chcieli zbytnio zwrócić na siebie uwagi mugoli. Każdy musiał podejść do manekina kobiety, przedstawić cel swojej wizyty i - kiedy ten kiwnie głową - przejść przez szybę.
  -  Już czaisz Draco  -  próbował udawać przejętego losem przyjaciela, ale nie mógł przestać się uśmiechać.
  -  Idź już Blaise bo ci nogi z tego stania zesztywnieją.
          Chłopak zrozumiał aluzję. Poszedł pierwszy. Blondyn przypatrywał mu się uważnie, po kilku chwilach stracił przyjaciela z oczu gdy ten przeszedł przez szybę. Teraz nadeszła jego chwila. Nie ma co zwlekać, za chwilę miał rozmowę kwalifikacyjną.
          Podszedł do manekina.
  -  Przyszedłem na rozmowę kwalifikacyjną na praktyki na wydziale Zatruć eliksiralnych i roślinnych.
          Kiedy manekin kiwnął głową Draco szybko przeszedł przez szybę by nikt go nie widział. Kiedy tylko znalazł się w środku jego oczom ukazała się przestronna Izba Przyjęć. Zdziwił się na widok nowego wystroju pomieszczenia. Z tego co pamiętał, a był tu raz w dzieciństwie, szpital nigdy nie był w dobrym stanie. Teraz wręcz było odwrotnie. Nowa Izba Przyjęć była w doskonałym stanie. Szpital św. Munga bardzo się przez te lata rozwinął. Ministerstwo pomogło przy jego odbudowie po wojnie, ale pomogły też liczne dotacje ze stron różnych bogatych rodzin.
          Draco szedł w stronę Zabiniego. Ten stał i rozmawiał z jakąś dziewczyną w dość młodym wieku, była bardzo ładna. Miała spięte w ładny kok kasztanowe włosy i jasną cerę. Uśmiechała się szeroko do Blaise'a, co dodawało jej uroku. Była ubrana w białe ubrania. Zupełnie nie przypominały szkolnych szat z Hogwartu. Były całe białe, nie miały peleryny, spódnica była średniej długości, a bluzkę przykrywał fartuch. Była to najprawdopodobniej pielęgniarka, chociaż on zbytnio nie znał się na tych wszystkich strojach.
          W szpitalu było jak zwykle bardzo tłoczno, mnóstwo różnych pacjentów, z przeróżnymi schorzeniami siedzieli na krzesłach czekając do rejestracji, bądź leżeli w łóżkach czekając na przyjęcie przez uzdrowiciela. Oprócz pacjentów było tu mnóstwo pracowników. Każdego dnia mieli dużo do roboty, chociaż zdarzały się lepsze dni, kiedy liczba pacjentów nie przewyższała liczby uzdrowicieli i pielęgniarek. Jednak to zdarzało się bardzo rzadko. Najwięcej pacjentów przyszło jak zwykle na oddział Zatruć eliksiralnych i roślinnych. Dlatego też szpital potrzebował nowych pracowników, a zatrudnienie praktykantów było najlepszą opcją. Po skończeniu szkolenia będą zatrudnieni w tym szpitalu i dobrze w nim obeznani, więc to wszystko było dobrym pomysłem rady szpitala.
  -  Chodź Draco  -  powiedział do niego przyjaciel gdy tylko skończył rozmawiać z kobietą.
  -  Kto to był?  -  zapytał blondyn, gdy tylko oddalili się od niej kilka kroków by nie usłyszała.
          Blaise'a nie opuszczał dobry humor. Czuł, że to będzie dobry dzień dla nich oboje. On po raz kolejny nauczy się czegoś pożytecznego, a Draco dostanie prace. Była to tylko praca jako praktykant, ale to zawsze coś. Zarobki nie były wysokie, ale za to przynajmniej nauczy się fachu uzdrowiciela. A to jest wymagający zawód, który jest również bardzo odpowiedzialny i trzeba temu poświęcić dużo czasu.
  -  Pielęgniarka, Clary Gawoy. Pracuje tu od niedawna.
  -  Stary dobry Zabini  -  skomentował to Malfoy.
          O nic innego nie mogło mu chodzić jak o poderwanie kolejnej dziewczyny. Jednak Draco nie zdawał sobie sprawy z tego jak się sprawy mają.
  -  Słuchaj Draco, to nie tak.
          Przyjaciel spojrzał na chłopaka, widać coś się zmieniło. Przestał się głupio uśmiechać. Chciał coś powiedzieć Draconowi, stwierdził, że to jest najbardziej odpowiednia chwila.
  -  Słuchaj stary, ona serio mi się podoba.
          Draco uśmiechnął się, szczerze go to rozbawiło. Blaise'owi podobała się każda ładna dziewczyna, to nic dziwnego. Poklepał przyjaciela po ramieniu.
          Przeszli przez szklane drzwi i ruszyli wzdłuż korytarza. Było tu dużo różnych drzwi, a na zielonkawych ścianach wisiały przeróżne portrety, pod nimi srebrne tabliczki z nazwiskami uzdrowicieli i uzdrowicielek. Znacząco było widać, że korytarz jak i pozostałe miejsca na tym piętrze były odnowione. Wszystko lśniło nowością i czystością, mimo tego, że codziennie przetaczało się tu tak wiele czarodziei i czarownic.
  -  To jak?  -  zapytał z uśmiechem Draco.
          Wtedy jego przyjaciel stanął i zaczął się wpatrywać w niego swoimi wielkimi oczami. Widać traktował tą rozmowę bardzo poważnie. Teraz i Draco zauważył, że chodzi o coś bardzo ważnego.
  -  Co jest stary?  -  zapytał ponownie.
  -  Serio mi się podoba, Draco ja się chyba zabujałem. Tak na poważnie,
          Draco uśmiechnął się po raz kolejny z niedowierzaniem. Ale w duchu poczuł, że to już ten czas. Kolega nie potrafił się nigdy zakochać, bo podobała mu się co chwile inna dziewczyna. Żadna nigdy nie wzbudziła w nim nigdy tyle respektu co widocznie ta Clary.
  -  A więc mówisz Clary  -  powiedział z powagą Draco.
          Jednak długo nie wytrzymał, ponieważ Zabini uśmiechał się do niego od ucha do ucha, więc i on musiał. To był dobry dzień. za chwile pewnie będzie jeszcze lepszy. Draco dostanie pracę i będzie miał na razie jakiś cel. Oczywiście nie będzie jednym z najważniejszych. Dla niego Hermiona na zawsze pozostanie najważniejsza.
  -  Dobra stary, miło się gadało, ale pora na ciebie. To tutaj.
          Zabini wskazał na jedna z drzwi. Na nich widniała plakietka z nazwiskiem głównego zarządcy i dyrektora Kliniki Magicznych Chorób i Urazów Szpitala Świętego Munga: prof. Andri Jefferson.
  -  Dasz rade  -  Draco pokiwał mu tylko głową na znak, że nie może być inaczej.
          Zabini pożegnał się z przyjacielem i poszedł w stronę schodów. Musiał iść już do pracy, a jego wydział znajdował się na IV piętrze.
          Został więc sam, już nie było odwrotu. Zapukał do drzwi.
  -  Wejść!!!
          W tej chwili Draco pomyślał, że nie będzie tak łatwo jak się tego spodziewał.

*     *     *

          Trzęsła się każda jego część ciała, gdy wracał szpitalnym korytarzem do wyjścia. Cały był pochłonięty gniewem. To wszystko było bez sensu, stracił tylko na to czas. Do tego narobił sobie tylko nadziei. Do tego ten przeklęty Zabini. Przekonywał go, że nic nie może pójść źle. Mylił się, a nawet nie wiedział jak bardzo.
          Najbardziej zirytowało Malfoya to, że dyrektor wytykał mu winy ojca, jakby on mógł coś na to poradzić. Przez to, że ojciec był zagorzałym zwolennikiem Voldemorta i do tego został zesłany do Azkabanu, nie dostał pracy. Po prostu dyrektor prawie go wyśmiał za to kim jest jego ojciec, był niesamowicie uprzedzony to takich ludzi. Ale żeby go z nim łączyć, to jest szczyt niezdyscyplinowania. To wszystko wskazuje również na niekompetencje dyrektora. Na szczęście nikt nie wiedział, że Draco również przez jakiś czas był zwolennikiem Czarnego Pana. To na pewno doszczętnie zniszczyłoby mu życie. Jednak ślady po tym nie wyblakły, Mroczny Znak już na zawsze pozostanie na jego ręce.
          Chłopak postanowił, że nie zostawi tak tego. Ojcu w tym przypadku może zawdzięczać tylko jedno. Rodowód i nazwisko które jeszcze budzi respekt, ponieważ jego rodzina od wielu wieków trzyma się na dobrej pozycji. Draco napisze skargę na dyrektora, który nawet nie dał mu szansy. Z góry skreślił go jako kandydata na to stanowisko.
  -  Mogę prosić skrawek pergaminu do przesyłki wewnętrznej i pióro?  -  zapytał Draco pani siedzącej na rejestracji. Nie zabrzmiało to uprzejmie, ale był tak wściekły, że ledwo powstrzymywał się od wybuchu gniewu.
          Rejestratorka bez słowa podała to o co prosił. Do szpitala przychodziło wiele osób, nauczyła się już, że nie należy wdawać się w dyskusje z pacjentami.
  -  Zabini musi o tym wiedzieć  -  powiedział do siebie.
          Rejestratorka nadal się w niego wpatrywała, uznała go za jednego z pacjentów, który choruje na niekontrolowaną złość. Więc nie dziwiła się, że mówi do siebie. To nie była najdziwniejsza rzecz, którą kiedykolwiek widziała - widziała gorsze, bardziej przejmujące i chwytające za serce smutne przypadki poważnie chorych czarodziei.
          Draco napisał krótką notkę dla przyjaciela, zgiął pergamin na kształt małego samolociku, a ten uniósł się w powietrze i odleciał. Miał znaleźć Blaise'a i dostarczyć wiadomość Dracona.
          Postanowił wrócić do domu. Nie ma już tu czego szukać. Wszystko na ten moment go denerwowało. Był poirytowany tą całą sytuacją, ale więcej na ten moment nie mógł zrobić. Wróci do mieszkania, otworzy butelkę Whisky i napisze list do całej rady szpitala, nie ma nic do stracenia.
          Już wszystko utracił.
          Do tego przyszedł jeszcze ból i tęsknota za Hermioną. Kiedyś było inaczej. Chociaż los nie dał im za dużo czasu by spędzić go razem, to i tak był to najlepszy czas. Miał jedynie nadzieję, że coś się zmieni. Nie utracił nadziei, że ona kiedykolwiek wróci.
  -  Przepraszam pana, ma pan może, co ja mówiłem?  -  Zaczepił chłopaka jakiś pacjent, był w średnim wieku i miał krótkie rude włosy.
  -  Odczep się -  warknął chłopak i ruszył w stronę wyjścia.
          Złość mu nie przeszła, jeszcze długo będzie przypominać mu się tak rozmowa z dyrektorem. Z czasem jeszcze bardziej będzie go irytować, jeśli niczego w tej sprawie nie zrobi, jeśli nic mu się nie uda zdziałać.
  -  Draco!
          Ktoś za nim krzyczał. To był Zabini. Przesyłka wewnętrzna szybko dostarczyła wiadomość, ale chłopak nie sądził, że przyjaciel przyjdzie z nim porozmawiać. Sam nie miał ochoty na to, nie miał ochoty z nikim rozmawiać i nikogo widzieć. Buzowała w nim wściekłość, nie chciał wyładowywać jej akurat na najlepszym przyjacielu. Czuł, że każdy jego nerw jest poruszony, wiedział że z ust nie uda mu się wypowiedzieć czegokolwiek, co byłoby miłą rzeczą. Na myśl nasuwały mu się tylko przekleństwa.
          Nie zatrzymał się, nawet nie obrócił w stronę przyjaciela tylko przyspieszył kroku. Wyjdzie ze szpitala i się teleportuje. Zabini biegł już w tej chwili za Draconem. Miał na sobie, oprócz ubrania w którym przyszedł, długi biały fartuch uzdrowiciela. Mimo, że był dopiero na praktykach miał obowiązek go nosić.
  -  Draco czekaj!
          Jednak blondyn nie posłuchał przyjaciela i szybkim krokiem przeszedł przez szklane okno i znalazł się z powrotem na ulicy. Był bardzo zdenerwowany, nie potrafił myśleć racjonalnie. Nie potrafił skupić się na tyle by przenieść się na ulice koło swojej kamienicy. Na ulicy było mnóstwo ludzi, którzy szli w różne strony, głośno rozmawiali. Chłopak był zdezorientowany. Nie potrafił zebrać myśli w całość. Wszystko było rozwiane, wszystkiego było za dużo.
  -  Draco, co się stało?
          Przyjaciel dogonił go, stał tuż obok niego. Ale blondyn nadal próbował go zignorować. To wszystko było jednym wielkim szaleństwem. Hermiona, te praktyki, jego aktualna chęć upicia się do nieprzytomności.
          Zabini widział, że coś jest nie tak. Nie chodziło tylko o pracę, już widział Dracona wkurzonego, ale to co się działo przechodziło ludzkie pojęcie.
          Nie minęła chwila, a Draco poczuł się jeszcze gorzej, szybko ból zaczął narastać z podwojoną siłą. Do tego wszystko mieszało mu się w głowie, był zły ale też jednocześnie smutny, rozczarowany i przygnębiony.
  -  Draco stój!
          Tylko to usłyszał.
          Później było tylko gorzej.
          Jego ból z serca przeniósł się na każdą część ciała. Ból stał się realny, fizyczny. Nie wiedział co się dzieje. Jakby przez mgłę widział jak przyjaciel podbiega do niego krzycząc coś, lecz nie wiedział co. Inni ludzi zaczęli się gromadzić. Chłopak zdał sobie sprawę z tego, że leży na bruku ulicy. Wszystko go bolało, każda jego część ciała. Do tego miał problem z oddychaniem. Nie miał pojęcia co się stało. Do tego cała rzeczywistość jakby została za grubą szybą, przez którą nie mógł się przedostać. Ten ból objął go całego i nie chciał puścić. Nic nie słyszał, do tego jakby coraz mniej widział. Ogarniała go ciemność, aż pogrążyła go całkowicie.




______________________________________________
Na tym zakończę ten rozdział. Mam nadzieję, że się podobał.
Następny postaram się dodać jak najszybciej!
Dziękuję mojej Becie  - Księżniczce Dramione, która miała na to wszystko oko :)
CZYTAŁEŚ? SKOMENTUJ! :D 
To bardzo motywuje mnie do pracy, dzięki temu wiem, że muszę szybciej pisać!

4 komentarze:

  1. No pięknie ! Czekam na następny rozdział. / K.M

    OdpowiedzUsuń
  2. WOW tyle jestem w stanie powiedzieć
    Czekam z niecierpliwością na dalsze rozdziały
    Życzę weny i zapraszam do mnie: kochasiezanic-dramione.blogspot.com
    *Księżniczka Półkrwi

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! :D Czekam na następne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie ! WENY ŻYCZĘ I czekam na następne ��

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz!