poniedziałek, 27 maja 2013

12. Artur


            Nim Hermiona skończy prace Draco miał jeszcze parę wolnych chwili dla siebie. Postanowił samodzielnie rozwikłać zagadkę bukieciku. Wrócił więc do kamienicy i od razu poszedł na swoje piętro.
  - Może sąsiedzi coś widzieli - mówi do siebie blondyn. - W każdym bądź razie i tak muszę się dowiedzieć od kogo one były. Czyżby od tego parszywego krętacza Weasleya?
            Stanął pod drzwiami mieszkania tego przesympatycznego staruszka. Oczywiście było słychać jak zwykle przez drzwi głośno puszony telewizor. Zapukał do drzwi, ale nikt nie otwierał.
  - Pewnie nie słyszą - powiedział z ironią.
            Zaczął więc głośno walić w drzwi, nie miał już innego wyjścia. Musi z nim porozmawiać, jak coś miałby wiedzieć o tym bukiecie to tylko on. Ten starszy pan, mimo swojego wieku i lekkiej głuchocie, był bardzo dobrze poinformowany o tym co się dzieje w budynku. Jest najlepszym przyjacielem dozorcy, a wiadomo, że dozorca zawsze wszystko wie.
  - Reney ktoś stukał do drzwi! - rozległ się jakiś głos w środku.
  - Stukał?! - powiedziała kobieta.
  - Tak!
            Draco stał niecierpliwie pod drzwiami.
  - Stukał - znów mówił do siebie z ironią w głosie. - Walił w drzwi, a nie stukał.
            Po chwili pan Gustav stał naprzeciw blond chłopaka.
  - O to ty młodzieńcze.
  - Dzień dobry panu.
  - A co cię tu znów sprowadza? Czyżby dziewczyna się młodzieńcowi zgubiła? - starszy pan mówił jak zwykle donośnym głosem.
  - Nie, nie, nie. Nie o to chodzi.
            Pan McCalister spojrzał na niego ze zdziwieniem.
  - No to co cie tu sprowadza? - on również zaczął być niecierpliwy.
            Po południu miał plany pooglądania ze swoją żoną spokojnie telewizora, ale niestety musi teraz rozmawiać z tym chłopakiem. Zaczął dawać po sobie poznać, że Draco musi pośpieszyć się z tą swoją sprawą, bo zaraz miał się rozpocząć jego ulubiony serial „Miłość miłością, ale zazdrości trzeba unikać”.
  - Proszę pana, miałbym do pana pytanie. Dzisiaj rano ta dziewczyna z naprzeciwka dostała bukiecik róż i...
  - A taaak - przerwał mu pan Gustav. - Zdziwiłem się, gdy ten chłopak go tu przyniósł. Myślałem, że tam młoda dama jest z panem...
  - Bo jest - dodał szybko blondyn, ale starszy pan nie zwrócił na to uwagi.
  - …. Przyszedł tu dość wcześnie rano - zaczął się drapać po głowie, jakby chciał sobie przypomnieć co było dalej.
  - Bo Hermiona jest ze mną  -  Draco zamyślił się na chwilę.  -  Tak?
            Gustav był już starszym człowiekiem, miał też słabą pamięć, ale energii miał dwa razy więcej niż nie jeden nastolatek.
  - Pamięta pan jak wyglądał?
  - A taki wysoki w długiej czarnej pelerynie... wydawał się bardzo groźny, jak jakiś włamywacz!
             Chłopak otworzył szeroko oczy, nie mógł uwierzyć w to co usłyszał.
  - A jak wyglądał?
  - Oh chłopcze nie mogę ci powiedzieć, nie widziałem twarzy bo miał maskę!
            Blondyn zaczął podejrzewać, że staruszek rzeczywiście mógł już trochę pozapominać i teraz wymyśla jakąś historię. No bo żeby przychodził tu jakiś typek w czarnej pelerynie i masce. To bardzo nieprawdopodobne. Jeszcze dał Hermionie bukiet kwiatów! No to już przesada! Kim on w ogóle jest? Na początku myślał, że to ten Ron, ale teraz... on chyba by się nie przebierał za jakiegoś tam śmierciożerce?
  - Pamięta pan coś jeszcze? Może słyszał pan głos? Czy coś?
  - Przeszedł korytarzem zostawił bukiet i sobie poszedł. Akurat stałem w drzwiach, bo rozmawiałem z Panem Fredrikiem z drugiego piętra. To miły pan ale strasznie nudny.
  - Dziękuje panu - powiedział szybko Malfoy.
            Nie miał ochoty słuchać wykładu o panu Fredriku. Co też ten Gustav mógł jeszcze mu naopowiadać, pewnie stałby tu z nim cały dzień, a przecież ma dzisiaj jeszcze tyle do zrobienia! Musi iść po Mionę do pracy, a później mają razem spędzić popołudnie i wieczór, może nawet noc?
            Po ciele Dracona przeszedł dreszcz ekscytacji. Już tęsknił za jej bliskością, a nie widzieli się tylko z godzinę.
            Już miał odejść od pana Gustava, ale ten go nagle zatrzymał.
  - A!! Zapomniałbym.
            Draco spojrzał na niego z nadzieją w oczach. Czyżby coś sobie jeszcze przypomniał? Może coś bardzo ważnego!
  - Kiedy ten w pelerynie zbiegał na dół spadł mu kaptur. Widziałem jeszcze kątem oka, że chyba miał rude włosy.
  - Achaa - odpowiedział z udawanym spokojem. - Dziękuje panu bardzo.
  - Proszę - powiedział staruszek i zamknął drzwi za sobą.
            Czyli jednak! To mógł być ten rudzielec Weasley! Ale co on tu niby robi? Podobno wyjechał! I to daleko. No cóż, teraz to nie było ważne. Draco szedł powolnym krokiem w stronę wyjścia. Jeszcze nie była pora, by iść po Hermione, ale wolał wyjść z kamienicy niż samotnie tułać się po swoim mieszkaniu i z niecierpliwością oczekiwać na spotkanie z Mioną.
            Spokojnie wyszedł z kamienicy i wtedy...
  - Malfoy!!! - usłyszał za sobą ciężki, męski głos.
            Zaraz po tym poczuł silne uderzenie między barkami. Zaraz zwalił się na ziemię. Jęczał z bólu, bo był nieznośny, nie do wytrzymania. Nie mógł przez parę sekund pojąć tego co się dzieje. Ale później z trudem spojrzał na tego, który go zaskoczył silnym uderzeniem w plecy.
  - Artur - warknął blondyn.
  - Taaak!! Brawo!!! Zgadłeś - powiedział ironicznie z udawaną radością. - Zgadnij co będzie dalej.
  - Teraz? - wysapał Draco.
            Starał się podnieść z ziemi, ale szło mu to słabo. Ból był niewiarygodnie silny. Czół się gorzej niż jakby dostał jakimś zaklęciem, czy coś.
  - Teraz to ja cię zabije - powiedział cicho Draco.
            Artur wpadł w panicznie szyderczy śmiech. Blondyn naprawdę go rozbawił. Według niego, to chłopak teraz kładł się pod wpływem bólu, a on tylko stał si się patrzył. Miał o wiele większą szanse zabicia go, niż on jego. Ale nie chciał tego zrobić, jeszcze nie.
            Kiedyś obiecał Draconowi, że go zabije, ale jeszcze nie nadszedł ten czas. Najpierw miał plany co do jego nowej wybranki serca – Hermiony.
  - Jesteś w złym stanie - mówił spokojnie Artur. - Odpuść sobie.
  - Głupiec - powiedział Draco.
  - Oh no nie denerwuj się tak Malfoy, nie chcę cię zabić. Jeszcze nie.
  -  To czego chcesz?!?! - warknął Draco.
            Śmierciożerca udawał, że się nad czymś zastanawia. Później zaśmiał się głośno, jakby przypomniało mu się coś bardzo zabawnego, a później z opanowanym wyrazem twarzy poinformował blondyna o swoich zamiarach.
  - Najpierw chce ją - powiedział. - Słyszałem, że ostatnio jakoś wam się układa.
            Draco wpadł w szał. Nie wiedział co dokładnie on planuje ale wiedział, że nic dobrego z tego nie wyniknie! On stwarza tylko same problemy! Może ją zabić i najwyraźniej miał taki zamiar!
  - Nie pozwolę ci! Nigdy!
  - To się okaże - powiedział z uśmieszkiem.
            Kiedy Draco chciał się na niego rzucić by obłożyć go pięściami Artur go ubiegł. Uderzył Dracona ponownie w plecy, a później w klatkę piersiową. Szarooki ledwo co jeszcze oddychał. Ale śmierciożerca nie miał litości. Przyłożył mu jeszcze dwa razy pięścią w twarz, a gdy ten już całkowicie nie potrafił podnieść się z ziemi, w spokoju odszedł.
            Draco jeszcze przez chwile leżał na ziemi, myśląc o tym co się stało. Ale nagle przypomniał sobie swoją obietnice, musi iść po Hermionę do pracy. Nie zważając na swój ból, ani krew spływającą po jego twarzy po policzkach, ruszył drogą w stronę prazy dziewczyny.
            Tylko co ona mu na to powie? Przestraszy się, czy też nazwie głupcem i idiotą, ze nie poszedł z ranami do szpitala? Nieważne, teraz to chciał tylko znów się z nią spotkać.



sobota, 25 maja 2013

11. Kwiaty




            Następnego dnia dziewczyna obudziła się dość wcześnie, nie mogła spać, całą noc myślała o Draco. Wczoraj była na niego wściekła, ale dzisiaj zrobiło się jej trochę smutno, że tak go potraktowała. Wyjawił jej prawdę, a ona wyrzuciła go z mieszkania. W sumie trochę sobie na to zasłużył, w końcu to wcześniej okłamywał ją jeżeli chodziło o tamtą dyskotekę. Cały czas znał prawdę, ale jej o tym nie powiedział! Jak mógł! I jeszcze używał to jako argumentu do wyśmiewania się z niej! To podły kłamca! Ale teraz powiedział jej prawdę, choć wcale nie musiał.
  - Ech, nie będę teraz o tym myśleć! Idę do pracy, a tam muszę się skupić - mówiła do siebie, trochę jej to pomagało, przynajmniej pozbywała się w ten sposób wszystkich emocji.
            Ubrała się stosownie i ruszyła do wyjścia. Gdy tylko otworzyła drzwi ujrzała na podłodze bukiecik czerwonych róż. Nie był duży, ani mały, był idealny. Podniosła go i oczach pojawiły się jej nagle łzy.
            Na bukiecie była tylko maleńka karteczka z napisem:
Wybacz mi, nigdy nie zapomnę o Tobie”
  - Tak nie może być.
            Miała teraz ogromne wyrzuty sumienia, musi przeprosić Malfoya za zachowanie.
            Szybko zamknęła za sobą drzwi i przeszła przez korytarz. Zaczęła energicznie walić w jego drzwi i dzwonić dzwonkiem. Chciała, żeby jak najprędzej jej otworzył.
  - No dalej!
Niestety nikt nie otworzył, albo chłopak nie chciał jej otworzyć.
  - Słuchaj Draco - mówiła dziewczyna. - Przepraszam cię, nie powinnam cię wczoraj wyrzucać. Wiem że chciałeś dobrze, a ja... To moja wina. Zamiast ci podziękować za to co zrobiłeś dla mnie na tej dyskotece, to ja cię wyrzuciłam z mieszkania, przepraszam.
            Nadal nikt nie odpowiadał, może rzeczywiście nikogo nie ma w mieszkaniu? Trudno, wróci tutaj po południu. Musi z nim porozmawiać, musi go przeprosić!

*     *     *     *

            Draco wracał z zakupów. Postanowił dzisiaj ponownie zaprosić Hermionę na kolacje, ale teraz to on sam coś ugotuje. Miał nadzieję, że przyjmie jego zaproszenie. W końcu przecież jak długo może się na niego gniewać? A było już tak dobrze! Ale wszystko musiał zniszczyć, jak zwykle! Ale to naprawi! Naprawi!
            Właśnie szedł swoim korytarzem do mieszkania, kiedy to zza drzwi wyłonił się jakiś starszy pan. To był pan McCalister, był jednym z sąsiadów Draco i Hermiony, nie był czarodziejem, był zwykłym mugolem. Ale był za to bardzo sympatyczną osobą, nawet Draco w pewnym sensie miał do niego wielki szacunek.
  - Dzień dobry panu - powiedział Draco.
  - O! Dzień dobry, dzień dobry chłopcze.
            Blondyn chciał powoli ominąć sąsiada by iść do swojego mieszkania, ale ten go zatrzymał.
  - Ta miła pani z tego piętra - wskazał teraz na drzwi od mieszkania Hermiony - rano jakoś szybko wyszła z mieszkania, chyba śpieszyła się gdzieś.
  - Aha... - przytaknął chłopak, ponownie chciał zrobić unik do swojego mieszkania, ale starszy pan mówił dalej.
  - Ale zachowała się dziwnie... jakby się czymś zamartwiała.
            To trochę zainteresowało Dracona więc uważniej zaczął mu się przysłuchiwać.
  - Jak to dziwnie? - spytał się kulturalnie Draco.
  - Stanęła pod młodzieńca drzwiami i zaczęła walić w nie jak opętana i dzwonić. Moja żona mówiła, że chyba pilnie chciała się z panem zobaczyć. Była w obłędzie bo pana nie zastała.
  - Jak to?
  - Zaczęła też mówić do samej siebie... a raczej do młodzieńca, ale młodzieńca chyba tam nie było prawda?
  - No tak, nie było - zaczął trochę tracić cierpliwość, ale starał się opanować, by dowiedzieć się czegoś więcej.
  - Mówiła, że pana wczoraj z mieszkania wyrzuciła? I było jej smutno z tego powodu i, że musi młodzieńca przeprosić.
            Draco szeroko otworzył oczy. O co chodzi? Czyżby miała wyrzuty sumienia?! Nie jest na niego już wściekła i chce go przeprosić?! To wspaniale!
  - Przepraszam pana - powiedział pośpiesznie Draco.
            Staruszek się tylko uśmiechnął i wszedł z powrotem do siebie. Blondyn od razu pobiegł odłożyć zakupy do mieszkania i wybiegł na ulice. Chciał jak najprędzej znaleźć Mione! Musi.... sam musi ją przeprosić!!

*     *     *     *

            Ojciec Miony był szczęśliwy mogąc pracować z własną córką. Ale dziewczyna zorientowała się, że to nie jest praca dla niej, jest za nudna. Siedząc w recepcji całkiem sama czuła się samotnie! Strasznie się jej nudziło, dzień się jej przedłużał. Klienci przychodzili regularnie na umówione spotkania i nic więcej się nie działo. To nie jest praca dla niej! Przez tą cisze i spokój jej myśli cały czas były kierowane do tematu przystojnego blondyna.
  - Draco, gdzie ty teraz jesteś? Nie możesz być tutaj?
            Przeglądała powoli karty pacjentów, poszukiwała w ten sposób jakiejś rozrywki, ale literki rozmazywały się jej na kartce. Nie płakała, ale nie czuła się najlepiej, czuła się bardzo rozdarta.
            Ktoś wszedł do środka, Hermiona znów myślała o blondynie więc nawet nie zauważyła. Dopiero gdy ten ktoś podszedł do okienka rejestracji spytała się obojętnym tonem:
  - Na którą godzinę wizyta?
  - Jedenastą.
  - Imię i nazwisko?
            Nadal przypatrywała się karcie pacjenta, teraz niejakiej Gertrudy Kendal. Ostatnia wizyta: 22 czerwiec. Powinna pani zjawić się niedługo na wizycie kontrolnej, trzeba będzie do niej zadzwonić.
  - Draco... Malfoy? - powiedział chłopak.
            Hermiona usłyszała jego imię. Przestała czytać o pani Kendal i gwałtownie spojrzała na osobę, która przed chwilą pojawiła się przy recepcji.
            To rzeczywiście był on! Miona aż podskoczyła do góry, ale zdziwienie przemieniło się od razu w radość.
  - Draco! - krzyknęła.
            Zerwała się z krzesła i biegła w stronę drzwi, jak najszybciej chciała się powiesić na szyi chłopaka.
  - No jak ty tak będziesz pracować, to prędzej czy później cię stąd wyrzucą - powiedział żartobliwie.
  - Ha ha ha.... Mój ojciec jest pracodawcą, wiec prędzej kupi mi samochód niż stąd wyrzuci.
            Podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję.
  - A to za co? - spytał oszołomiony chłopak.
  - Przepraszam... to moja wina.
  - Wcale nie, to ja jestem kłamcą więc mi się należało.
  - Ale wczoraj byłeś ze mną szczery, a ja cię z mieszkania wyrzuciłam!
  - To nic.
            Ponownie go przytuliła.
  - Aha! I dziękuje za ten bukiecik, jest prześliczny! - uśmiechnęła się Miona.
            Draco zrobił zdziwioną minę. Nie miał zielonego pojęcia o czym ona mówi. Jaki bukiecik? Że co??
  - Eee.....
            Teraz to Miona zrobiła zdziwioną minę.
- Nie żartuj sobie, no ten bukiecik róż.
            Draco nadal stał bez słowa.
  - Napisałeś też kartkę: „Wybacz mi, nigdy nie zapomnę o Tobie”.
  - Ale to nie ja... ci go dałem.
  - Jak to?! To niby kto?!
            Oboje byli zdziwieni, ale ich rozmowę przeszkodził nagle pojawiający się pacjent. Miona musiała wrócić do pracy. Draco obiecał, że przyjdzie po nią, gdy tylko skończy prace.
  - Aha... - zaczął Draco, gdy stał już przy wyjściu. - Przyjdziesz do mnie na kolacje?
            Hermionie szybciej zaczęło bić serce. Tylko potrząsnęła głową na znak, że się zgadza.
  - To super - powiedział Draco i uśmiechnął się do niej.



piątek, 3 maja 2013

10. Legilimens

            Draco podszedł do Hermiony i ujął jej twarz w obie dłonie. Patrzyli sobie w oczy.
  - Draco.... co ty..?
            Uciszył ją jednym spojrzeniem. Przez jego głowę przechodziło mnóstwo myśli. Wahał się, ale był pewny, że wykona następny krok. Nie może dłużej czekać.
            Zbliżył się do niej jak najbardziej. Przyciągnął ją do siebie, zamknął oczy i pocałował.
            Delikatny, krótki pocałunek blondyna okazał się dla dziewczyny bardziej namiętny i tysiąc razy cudowniejszy od każdego pocałunku Rona. Kiedyś go kochała, ale teraz już nie. Również zamknęła oczy i odwzajemniła jego pocałunek. Chłopak się zdziwił, spodziewał się raczej odrzucenia.
  - Granger całuje Ślizgona? - spytał się z uśmieszkiem na twarzy, ale nie był teraz wredny dla niej. Cały czas był oszołomiony więc starał się zachowywać normalnie.
  - Zamknij się - odpowiedziała i uśmiechnęła się.
            Draco gwałtownie chwycił ją w tali. Pocałował po raz kolejny. Nie mógł się opanować, dziewczyna działała na niego całego. Był to już śmielszy i jeszcze bardziej namiętny pocałunek. Oboje wyłączyli wszystkie swoje myśli, chcieli dać się ponieść tylko uczuciom i pragnieniom. Jednak pragnienia blondyna były na tą chwile większe od pragnień Miony.
            Każdy jego pocałunek starała się odwzajemnić. On całował ją coraz częściej i bardziej nachalnie. Każdą chwile, kiedy ich usta były ze sobą połączone, Draco pragnął jak najlepiej wykorzystać. Łapczywie skradał jej każdy pocałunek. Trzymał ją mocno w swoich objęciach. Miona prawie nie dotykała już podłogi. Powoli przemieszczali się w stronę salonu. Dziewczyna nie widziała niczego poza nim, nie obchodziło ją nic poza tą chwilą. Może i było to dla niej dziwne. Malfoy tak bardzo pragnął jej pocałunków. Nie było już dla niego czasu na nic innego jak na pocałunki. Po co wymienić się paroma słowami, czy spojrzeniami? Po co nawet oddychać?
            Pierwszy raz poczuła taką bliskość Ślizgona, czuła się wspaniale.
  - Draco.
            Nie zwracał na nią uwagi. Właśnie znaleźli się w salonie. Dziewczyna nie zauważyła nawet kiedy oboje znaleźli się na kanapie. Blondyn jest bardzo umięśniony, ma dużo siły. Trzymał ją cały czas w żelaznym uścisku.
  - Draco.
            Położyli się oboje, a Draco był teraz na niej. Chłopak nie chciał przerywać tych pocałunków. Miona tak bardzo działała na jego pragnienia. Pociągała go całego, nigdy wcześniej tak bardzo tego nie odczuwał. Przy wszystkich dziewczynach, z którymi był blisko, nigdy nie odczuwał takiego dużego pragnienia. Chciał ją mieć, chciał być przy niej, całować ją, dotykać jej ciała.
  - Draco - powiedziała już głośniej, czemu on jej nie słucha.
            Czuła na sobie jego ręce, jedna dotykała jej uda, druga wędrowała z jej policzka na jej talie. Gładził ją ręką po całym ciele. Jego pocałunki nie tylko były mocne do bólu, ale też bardzo łapczywe. Jakby chłopak bał się, że za niedługo wszystko to się skończy. Jego uścisk również był stalowy.
  - Co? - spytał się cicho.
            Spojrzał jej w oczy. Hermiona wyglądała cudownie, aż go oszołomiło. Śliczna dziewczyna, na dodatek taka mądra.
  - Masz zamiar to zrobić? To znaczy - speszyła się trochę. - Może lepiej w sypialni?
            Draco pokręcił głową. Za bardzo wnika w szczegóły, niech da się trochę ponieść. Chciał znów ją pocałować, ale przypomniała się mu dyskoteka. Miona bardzo dała się wtedy ponieść, chciała się z nim przespać, ale się nie zgodził. Ale ona i tak myśli, że tak spędzili tamtą noc, okłamał ją i okłamuje nadal.
  - Moje dziewictwo i tak zabrałeś więc nie ma żadnej różnicy.
            Dziewczyna po raz kolejny pocałowała blondyna. Nie chciała słuchać rozsądku. To co jej zrobił było niedopuszczalne, ale żadne ostrzegawcze sygnały teraz do niej nie docierały. Chciała być tylko z nim.
  - Nie - powiedział Draco.
  - Co znowu nie? - spytała z uśmiechem.
            Ślizgon był bardzo poważny, powoli i delikatnie puścił Hermione i usiadł na kanapie.
   - O co chodzi?
  - Hermiona - powiedział ze spokojem.
            Dziewczyna zrobiła zdziwioną minę. Nie rozumiała teraz blondyna, o co mu tak naprawdę chodzi? Co się nagle stało? W jednej chwili tak namiętnie całuje ją i obala na kanapę, ona zaraz po tym proponuje mu coś więcej, a on nagle zmienia zdanie.
  - Nie chcesz mnie bo już dostałeś to co chcesz? Nie chcesz bo tym razem nie jestem pijana?
            Te słowa tylko go rozzłościły. Chwycił ją za obie ręce, znów położył się na niej i trzymał ją mocno.
  - Możesz się zamknąć?
  - No to o co ci chodzi? Lubisz robić to tylko z dziewicami?!
  - Hermiona!
            Dziewczyna w końcu się uciszyła. Po prostu chciała wiedzieć o co mu chodzi. To stawało się już męczące.
  - Nie spaliśmy ze sobą - oznajmił.
            Miona otworzyła usta ze zdziwienia. Nie mogła wydusić z siebie ani słowa.
  - Przepraszam, że nie powiedziałem ci prawdy.
  - Ale jak to?
  - No normalnie.
            Wstał, chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą.
  - Użyj zaklęcia legilimens.
  - Oszalałeś, czy co?!
  - Zrób to! - krzyknął Draco.
            Hermiona wzięła swoją różdżkę do ręki. Cała się trzęsła, ale nie wiedziała dlaczego. Czy to dlatego, że boi się rzucić takie zaklęcie, czy może dlatego, że mówi prawdę?
            Draco po raz kolejny ją okłamał. A już mu prawie zaufała.
  - Zrób to - zalegał chłopak.
            W jego oczach nie było nic widać. Nie wyrażał żadnych uczuć oprócz zdecydowania i złości. Hermionie trzęsła się ręka, w oczach pojawiły się łzy.
  - Nie mogę - wyszeptała.
            Napotkała jednak wzrok Dracona. Nie miał teraz co do niej współczucia. Wciąż nalegał na to, a ona pod presją czuła, że nie da rady. Jednak nie ma wyjścia, on nie zmieni zdania.
  - Leg.... Legilimens!
            Przed oczami Hermiony zaczęły przenikać różne obrazy. To była ona! Widziała siebie! Kiedy pierwszy raz spotkała Dracona, kiedy obrażał ją.
            Tutaj nazwał ją szlamą.
            Później pojawił się obraz kiedy go uderzyła.
            Kolejne wspomnienia o niej pojawiały się przed jej oczami. Draco miał z nią tyle wspomnień, ale wszystkie były złe. Noc dyskoteki. Hermiona właśnie szła z blondynem do pokoju. Kiedy widziała przed sobą ten obraz, cały czas miała oczekiwania, że za chwile zobaczy co robiła z Draconem. Myślała, że może w końcu przypomni sobie wszystko.
            Naprawdę! To prawda! Oni nie spali ze sobą, to ona tego pragnęła, ale Draco jej odmówił. Zachował się bardzo porządnie, kiedy ona była pijana. Ale on też był, to czemu jej nie wykorzystał? Czyli jednak Draco miał racje mówiąc, że wcześniej ją okłamał. Okłamywał ją mówiąc, że straciła z nim dziewictwo.
            Obraz wspomnień został przerwany przez chłopaka. Miona znów zobaczyła go przed oczami, stała z wyciągnięta różdżką.
  - Malfoy! Jak mogłeś!? - w jej głosie słychać było ogromny żal.
  - No przepraszam, nie chciałem.
  - O ja myślę, że chciałeś! Jeszcze używałeś tego kłamstwa przeciwko mnie!
  - Przepraszam!
  - A mnie to nie obchodzi!
            Podeszła do niego, wrogim spojrzeniem się mu przypatrywała. Był zdezorientowany, ale również odrobinę przestraszony.
  - Jak to? To co teraz było nic dla ciebie nie znaczy?!
            Chwycił ją za rękę, ale ona od razu ją wyrwała. Nie chciała nawet na niego teraz patrzeć.
  - Nie dotykaj mnie nawet!
  - Czyli nie znaczy?
  - Wynocha!
  - Miona...
  - Wynocha!!!
            Spojrzał na nią po raz kolejny, ale uznał, że najlepiej jest się teraz wycofać. Wyszedł z jej mieszkania, a ona została sama.
            Pobiegła do sypialni, rzuciła się na łóżko i zaczęła płakać. Musi od nowa wszystko sobie przemyśleć. Co dalej będzie? Jutro zaczyna pracę, więc to może ją trochę wybije ze strasznych wspomnień.