sobota, 25 maja 2013

11. Kwiaty




            Następnego dnia dziewczyna obudziła się dość wcześnie, nie mogła spać, całą noc myślała o Draco. Wczoraj była na niego wściekła, ale dzisiaj zrobiło się jej trochę smutno, że tak go potraktowała. Wyjawił jej prawdę, a ona wyrzuciła go z mieszkania. W sumie trochę sobie na to zasłużył, w końcu to wcześniej okłamywał ją jeżeli chodziło o tamtą dyskotekę. Cały czas znał prawdę, ale jej o tym nie powiedział! Jak mógł! I jeszcze używał to jako argumentu do wyśmiewania się z niej! To podły kłamca! Ale teraz powiedział jej prawdę, choć wcale nie musiał.
  - Ech, nie będę teraz o tym myśleć! Idę do pracy, a tam muszę się skupić - mówiła do siebie, trochę jej to pomagało, przynajmniej pozbywała się w ten sposób wszystkich emocji.
            Ubrała się stosownie i ruszyła do wyjścia. Gdy tylko otworzyła drzwi ujrzała na podłodze bukiecik czerwonych róż. Nie był duży, ani mały, był idealny. Podniosła go i oczach pojawiły się jej nagle łzy.
            Na bukiecie była tylko maleńka karteczka z napisem:
Wybacz mi, nigdy nie zapomnę o Tobie”
  - Tak nie może być.
            Miała teraz ogromne wyrzuty sumienia, musi przeprosić Malfoya za zachowanie.
            Szybko zamknęła za sobą drzwi i przeszła przez korytarz. Zaczęła energicznie walić w jego drzwi i dzwonić dzwonkiem. Chciała, żeby jak najprędzej jej otworzył.
  - No dalej!
Niestety nikt nie otworzył, albo chłopak nie chciał jej otworzyć.
  - Słuchaj Draco - mówiła dziewczyna. - Przepraszam cię, nie powinnam cię wczoraj wyrzucać. Wiem że chciałeś dobrze, a ja... To moja wina. Zamiast ci podziękować za to co zrobiłeś dla mnie na tej dyskotece, to ja cię wyrzuciłam z mieszkania, przepraszam.
            Nadal nikt nie odpowiadał, może rzeczywiście nikogo nie ma w mieszkaniu? Trudno, wróci tutaj po południu. Musi z nim porozmawiać, musi go przeprosić!

*     *     *     *

            Draco wracał z zakupów. Postanowił dzisiaj ponownie zaprosić Hermionę na kolacje, ale teraz to on sam coś ugotuje. Miał nadzieję, że przyjmie jego zaproszenie. W końcu przecież jak długo może się na niego gniewać? A było już tak dobrze! Ale wszystko musiał zniszczyć, jak zwykle! Ale to naprawi! Naprawi!
            Właśnie szedł swoim korytarzem do mieszkania, kiedy to zza drzwi wyłonił się jakiś starszy pan. To był pan McCalister, był jednym z sąsiadów Draco i Hermiony, nie był czarodziejem, był zwykłym mugolem. Ale był za to bardzo sympatyczną osobą, nawet Draco w pewnym sensie miał do niego wielki szacunek.
  - Dzień dobry panu - powiedział Draco.
  - O! Dzień dobry, dzień dobry chłopcze.
            Blondyn chciał powoli ominąć sąsiada by iść do swojego mieszkania, ale ten go zatrzymał.
  - Ta miła pani z tego piętra - wskazał teraz na drzwi od mieszkania Hermiony - rano jakoś szybko wyszła z mieszkania, chyba śpieszyła się gdzieś.
  - Aha... - przytaknął chłopak, ponownie chciał zrobić unik do swojego mieszkania, ale starszy pan mówił dalej.
  - Ale zachowała się dziwnie... jakby się czymś zamartwiała.
            To trochę zainteresowało Dracona więc uważniej zaczął mu się przysłuchiwać.
  - Jak to dziwnie? - spytał się kulturalnie Draco.
  - Stanęła pod młodzieńca drzwiami i zaczęła walić w nie jak opętana i dzwonić. Moja żona mówiła, że chyba pilnie chciała się z panem zobaczyć. Była w obłędzie bo pana nie zastała.
  - Jak to?
  - Zaczęła też mówić do samej siebie... a raczej do młodzieńca, ale młodzieńca chyba tam nie było prawda?
  - No tak, nie było - zaczął trochę tracić cierpliwość, ale starał się opanować, by dowiedzieć się czegoś więcej.
  - Mówiła, że pana wczoraj z mieszkania wyrzuciła? I było jej smutno z tego powodu i, że musi młodzieńca przeprosić.
            Draco szeroko otworzył oczy. O co chodzi? Czyżby miała wyrzuty sumienia?! Nie jest na niego już wściekła i chce go przeprosić?! To wspaniale!
  - Przepraszam pana - powiedział pośpiesznie Draco.
            Staruszek się tylko uśmiechnął i wszedł z powrotem do siebie. Blondyn od razu pobiegł odłożyć zakupy do mieszkania i wybiegł na ulice. Chciał jak najprędzej znaleźć Mione! Musi.... sam musi ją przeprosić!!

*     *     *     *

            Ojciec Miony był szczęśliwy mogąc pracować z własną córką. Ale dziewczyna zorientowała się, że to nie jest praca dla niej, jest za nudna. Siedząc w recepcji całkiem sama czuła się samotnie! Strasznie się jej nudziło, dzień się jej przedłużał. Klienci przychodzili regularnie na umówione spotkania i nic więcej się nie działo. To nie jest praca dla niej! Przez tą cisze i spokój jej myśli cały czas były kierowane do tematu przystojnego blondyna.
  - Draco, gdzie ty teraz jesteś? Nie możesz być tutaj?
            Przeglądała powoli karty pacjentów, poszukiwała w ten sposób jakiejś rozrywki, ale literki rozmazywały się jej na kartce. Nie płakała, ale nie czuła się najlepiej, czuła się bardzo rozdarta.
            Ktoś wszedł do środka, Hermiona znów myślała o blondynie więc nawet nie zauważyła. Dopiero gdy ten ktoś podszedł do okienka rejestracji spytała się obojętnym tonem:
  - Na którą godzinę wizyta?
  - Jedenastą.
  - Imię i nazwisko?
            Nadal przypatrywała się karcie pacjenta, teraz niejakiej Gertrudy Kendal. Ostatnia wizyta: 22 czerwiec. Powinna pani zjawić się niedługo na wizycie kontrolnej, trzeba będzie do niej zadzwonić.
  - Draco... Malfoy? - powiedział chłopak.
            Hermiona usłyszała jego imię. Przestała czytać o pani Kendal i gwałtownie spojrzała na osobę, która przed chwilą pojawiła się przy recepcji.
            To rzeczywiście był on! Miona aż podskoczyła do góry, ale zdziwienie przemieniło się od razu w radość.
  - Draco! - krzyknęła.
            Zerwała się z krzesła i biegła w stronę drzwi, jak najszybciej chciała się powiesić na szyi chłopaka.
  - No jak ty tak będziesz pracować, to prędzej czy później cię stąd wyrzucą - powiedział żartobliwie.
  - Ha ha ha.... Mój ojciec jest pracodawcą, wiec prędzej kupi mi samochód niż stąd wyrzuci.
            Podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję.
  - A to za co? - spytał oszołomiony chłopak.
  - Przepraszam... to moja wina.
  - Wcale nie, to ja jestem kłamcą więc mi się należało.
  - Ale wczoraj byłeś ze mną szczery, a ja cię z mieszkania wyrzuciłam!
  - To nic.
            Ponownie go przytuliła.
  - Aha! I dziękuje za ten bukiecik, jest prześliczny! - uśmiechnęła się Miona.
            Draco zrobił zdziwioną minę. Nie miał zielonego pojęcia o czym ona mówi. Jaki bukiecik? Że co??
  - Eee.....
            Teraz to Miona zrobiła zdziwioną minę.
- Nie żartuj sobie, no ten bukiecik róż.
            Draco nadal stał bez słowa.
  - Napisałeś też kartkę: „Wybacz mi, nigdy nie zapomnę o Tobie”.
  - Ale to nie ja... ci go dałem.
  - Jak to?! To niby kto?!
            Oboje byli zdziwieni, ale ich rozmowę przeszkodził nagle pojawiający się pacjent. Miona musiała wrócić do pracy. Draco obiecał, że przyjdzie po nią, gdy tylko skończy prace.
  - Aha... - zaczął Draco, gdy stał już przy wyjściu. - Przyjdziesz do mnie na kolacje?
            Hermionie szybciej zaczęło bić serce. Tylko potrząsnęła głową na znak, że się zgadza.
  - To super - powiedział Draco i uśmiechnął się do niej.



8 komentarzy:

  1. Ciekawe od kogo bukiet :3 Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Wracasz w dobrej formie! :D
    Rozdział genialny! :*
    Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  3. dzięęki ;*
    przepraszam, że tak długoo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział! :D
    nawet nie wiesz jak się cieszę, że wróciłas xd

    OdpowiedzUsuń
  5. zapewne od Rona bukiet

    OdpowiedzUsuń
  6. o kurdee :D
    teraz mam uśmiech od ucha do ucha bbo się pogodzili! :D
    cieszę się baaardzo :>
    cieszę się, że wróciłaś i mam nadzieje że już nas nie zostawisz ;)
    zapraszam do mnie- droga-do-milosci.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawe od kogo ten bukiecik ??:-)
    dramione-teatr-uczuc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz!